Pobiegł Jasiek, a Coto zaczął tworzyć plan owego osobnego bytu — schroniska na drzewie, posiłki z jagód i jaj ptasich. Zaczął mu się ten projekt podobać, gdy nadbiegł Jasiek.

— Matka mówi, że dziadzio zostawił dla nas rozkaz, żebyśmy poszukali raków na wieczerzę. Umyślnie nas zostawili.

— Może to nieprawda?

— Matka mówiła, słyszysz? Matka i za górę złota nie powie nieprawdy! — oburzył się Jasiek i gotów był do bójki, gdyby tamten ośmielił się pisnąć.

Miał już ze sobą siatki i torby i na przełaj ruszyli do jeziora.

— Bolą cię kości? — spytał Coto.

— Iii, nie! Trochę! — bąknął Jasiek.

Woda orzeźwiła ich i brodzili z rozkoszą, a że raki dobrze brały, po trosze zapomnieli i o wstydzie, i o zmęczeniu.

Gdy wrócili ze zdobyczą do chaty, tamci zawzięcie klepali kosy — jakby nikt ich nie zauważył. Przy wieczerzy Pantera stękał, że rąk i nóg nie czuje ze zmęczenia, a inni mu przytakiwali.

— Po lacku198 robimy, nie po chłopsku — rzekł Odrowąż — a nawet i chłopi połamani się czują na początku. Nic to, trza się wykąpać i przemóc. Za parę dni zapomnimy! Żeby tylko ten upał deszczu nie sprowadził.