Pantera i Żuraw czekali u furtki i wnet zaczęli raport.

— Kos ma gniazdo w winie, przy ścianie. Modraczka mieszka w skrzynce na lipie. Konwalie się wytykają. Żmije znaleźlim w podsieniu63. Jeść się chce!

Małomówny Rosomak wyłożył64 klacz, zawiesił uprząż na kołku pod dachem i wtedy dopiero wydobył klucz i otworzył chatę. Wionęło na nich chłodem zimowego wnętrza. Minęli sień; za nimi do izby weszło słońce i ozłociło glorią koronę Częstochowskiej Pani, królującej na ścianie wprost drzwi.

Odkryli głowy i Rosomak powitał majestat65 narodu pierwszym słowem i pokłonem:

— Salve Regina Mater misericordiae, vitae dulcedo et spes nostra! Salve!66!

Trójgłos zgodny, uroczysty, radosny napełnił izbę.

Potem Rosomak zapalił lampkę przed obrazem. Żuraw położył na stole bochen chleba. Pantera zdjął sztaby okiennic. Wiosna całą barwą i ciepłem wionęła do izby.

— Oho, kwaterunek zimowy nie chybił! — zaśmiali się.

W jednym kącie na ławie myszy leśne zbudowały gniazdo wielkości snopa, w drugim rozpościerało się pod ławą mrowisko. Zaczęto wypraszać intruzów, a Żuraw zabrał się do przygotowywania posiłku. Dym wybiegał na dach — chałupa ożyła.

W otwartym oknie siedział Kuba, przypatrując się robocie. Kitę miał na głowie zadartą jak pióropusz i udając głodnego, gryzł szyszkę, wypluwając ogryzki na czołgających się pod ławami ludzi.