— A co? Jeść chcesz?

— I jeść, i żyć, i gadać, i śpiewać! Opuściła mnie słabość. Tak mi dobrze! Dziękuję, ojcze.

Zaczął pożerać z wilczym apetytem polewkę, gęstą od ryb i kartofli, zaprawioną obficie śmietaną.

— Matki nie ma?

— Nikogo nie ma. Wszyscy na żniwach. Ale co wieczór jeden przybiega o ciebie się dowiedzieć.

— Mój Boże, a czy dla mnie żniwa starczy? Już wstanę, ojcze, tylko lewa ręka jeszcze nie słucha!

Usiadł na posłaniu i poczuł pod stopami futro. Spojrzał.

— Bestia! — zaśmiał się.

— Należy ci się pod nogami ją mieć, a i czapkę ci Pantera zdobył.

I pokazał Odrowąż dwie małe skórki kociąt.