— Znalazł je w dziupli dębowej. Podrapały mu szpetnie ręce, ale całe gniazdo sczezło dzięki tobie. A ot, i czerep241 masz na pamiątkę boju! Mrówki oczyściły go cudnie.

— Straszny zwierz. Chyba mocniejszego nie ma w puszczy?

— Nie ma, tylko na szczęście rzadki. Dawniej bywało, że i niedźwiedzia zadarł. Teraz niedźwiedzi nie ma, ale łoś się przed nim też nie obroni.

— Wyście go, ojcze, ubili kiedy?

— Rzadko. Ostatni był lat dziesięć temu. Zadarł łanię i tak się przeżarł, żem go śpiącego na drzewie dojrzał i zabił.

Coto siedział zasłuchany.

— Jak dziwnie cicho! — szepnął.

— Bo już lato, lipiec. Ptaki skończyły gody, owady tylko w skwarze hulają i brzęczą.

— To już dawno leżę?

— Trzeci tydzień.