Sikory nocowały pod dachem, wiewiórki po skrzynkach gniazdowych, zające żywiły się na żarnowcu; w szczeliny podwalin, na sen zimowy, wciskały się węże; na zmarzłe jagody winne i głogi przylatywały gile, a niekiedy podsuwały się do ogrodzenia sarny i skubały uschłe łodygi letnich kwiatów, które Żuraw wypielęgnował.

A daleko, wśród ludzkiego mrowia, leśni ludzie o tej chacie swojej marzyli tęskniący i myślą byli z sikorami, gilami i z całą resztą swych letnich współtowarzyszy.

I czekali wiosny.

Przedwiośnie

Rosomak i Żuraw zimowali w mieście; na straży leśnego raju został Pantera. Wieści wymieniano rzadko — i ptaki zimą nie śpiewają, a tylko czasem witają się i żegnają krótkim a wymownym hasłem zimowym: „Cierp, cierp, cierp”.

Zatem gdy w końcu lutego ujrzał Rosomak kopertę z patykowatym pismem druha, rzekł tylko:

— Będzie wczesna wiosna; musiały już przybyć skowronki, skoro się Pantera odzywa.

Otworzyli chciwie list i czytali razem dla pośpiechu, a oczy im błyszczały uciechą.

„Wodzowi i druhowi pozdrowienie leśne. Donoszę wam, że wczoraj obudził się ze snu nasz domownik, Tupcio. Zasnął tak gruby, że ledwie się w bucie zmieścił, a wczoraj wyszedł tak szczupły, że cholewa mu była niczym korytarz. Wgramolił mi się zaraz na kolana i pokłuł na powitanie, fukając: «Jeść!». Pożarł mnóstwo sera i mleka, od razu napęczniał, a dziś, gdy to piszę, gania po całym domu, czyniąc nocną policję na myszy. Ma się zatem ku wiośnie. Ale Kuba twierdzi znowu inaczej.

Kuba w październiku zrobił na piecu gniazdo. Zaciągnął tam parę ścierek, moje ciepłe rękawice, czepek Drozdowej, dużo waty z gościnnej kołdry; na wierzch przywlókł parę gałęzi oleandrów, a gdy szopa była pod sufit, wsunął się do środka, wejście zasłonił i chrapnął. Onegdaj16 też wyjrzał. Temu sen służy. Szubę ma popielatą, lśniącą, kitę jak strusi pióropusz, na uszach pędzle zawadiackie. Wylazł, przeciągnął się, chlapnął wody, zagryzł orzechem i wyskoczył do ogrodu. Krotko zabawił; wrócił zły, szubę zmoczył, nogi obłocił, pączki wypluł.