— A suma nie było?
— Był. Okrutny. Mogłem rękami brać, ale o sobie myślałem, nie o nim.
Pantera już torbę obmacywał.
— Co tam? Kilka szczypawek.
— Bo wielkie drapnęły, gdym nurka dał. Brr! Jak zimno! A nie wiecie, czy Kuba nocuje w rękawie?
— Myśmy o ciebie byli trwożni. Nie patrzyłem.
— A wieczerzy nie ma?
— Owszem. Zacierki na mleku ugotowałem, aleśmy na ciebie czekali i wreszcie poszli ratować.
W chacie było przyjemnie, ciepło, ale Żuraw nie dał się przekonać i przede wszystkim do cna się na czysto wykąpał.
Gdy przyszedł na wieczerzę, rzekł z pewnym zawodem w głosie: