Sznur padł w wodę niedaleko sosen. Rosomak go dosięgnął, przytwierdził do drzewa i po chwili Żuraw wylądował obładowany.

— Chleba! — upomniał się Rosomak i dostał pełną torbę.

— Na kogo śmierć? — zapytał Żuraw.

— Zaraz ci pokażę.

Tymczasem jadł chleb i mlekiem popijał, aż pokraśniał na czarniawej twarzy.

— Barć jest?

— Jest, na tej sośnie z krzywą rosochą99. Nie wziąłeś przypadkiem dłutka i małej piłki?

— Wziąłem.

— Toś zuch!

— Ano, tyle lat w twojej szkole. Wykształciłem się. A u nas nowina! Przyleciał z dworu chłopak, że jakiś do ciebie gość przyjechał.