— Zobaczył kata lasu. Chodźmy, tylko po łowiecku, cicho!

Wziął Rosomak strzelbę, włożył naboje i z gotową do strzału ruszył.

Podkradli się bez szelestu. Wtedy lufę podniósł w górę, a oni za nią poszli wzrokiem.

— Mnisze plemię grabicieli, zbójów! — szepnął.

— Junkier101 Eduard i Kunigonda! — dopowiedział Żuraw.

— Bić, wodzu! — warknął Pantera.

Strzał padł, po sekundzie drugi. Eduard gruchnął z gałęzi jak gromem rażony, Kunigonda miała tylko czas skrzydła rozwinąć i zawisła na nich — już martwa — w świerkowej gęstwinie.

— To był dubelt102 mistrzowski! — zawołał Pantera.

— Kiedyś, gdy byłem głupi i myślałem, że wolno zabijać, uchodziłem za dobrego strzelca! — rzekł Rosomak, stawiając strzelbę pod drzewem. — Ale dzisiaj nie zabijałem, tylkom spełnił wyrok. Na zasadę siły przed prawem przychodzi dzień sądu i wypłaty. Niech mi las potwierdzi, żem prawy mściciel! A teraz szukajmy gniazda!

— Na ziemi?