Poszedł zatem Żuraw do chaty i tu dopiero Kuba ośmielił się na świat wyjrzeć. Ale od tej pory przestał zupełnie od domu się oddalać, nawet na wabienie rudej zalotnicy.
Nowi przybysze
Nazajutrz po straceniu pary morderców wśród nocy Żuraw się zbudził na kołatanie do komory.
— Zaraz, zaraz! — wymamrotał i spał dalej.
— Mamy urodziny. Córka! Matka i dziecko zdrowe! — zawołał zza drzwi Pantera.
— Srokate?
— Jak jesienne kasztany, co się nimi dzieci bawią.
— Czy mam wstać? — rozbudził się Żuraw.
— Nie. Przepadło ci honorarium!
— Potrzebnieś budził!