— Już wiem! — szepnął Żuraw. — To pewnie Stefan pani Anny.

— Wodzowej siostry syn, urwipołeć118!

Żuraw tylko głową skinął, bo wóz był już tuż i Rosomak ich pozdrowił.

— Witajcie! Rekruta wiozę!

Wóz wylądował i stanął. Fornal zaczął wyładowywać zeń różne tobołki; oni się witali. Rekruta obejrzeli bacznie a nieufnie leśni ludzie.

„Miejska murowa stonoga!”, nazwał go w duchu Pantera niechętnie.

„Pajęczyna!”, zdecydował Żuraw.

Ale dopust losu trzeba z rezygnacją znieść, więc obydwaj podali chłopcu prawice.

— Wuj mi obiecał, że będę tu razem z wami pracował — rzekł niepewnym głosem.

— No nie — poprawił Rosomak — obiecałem ci tu byt, jeśli się do niego nadasz. Bierz na plecy swój kuferek i ruszajmy!