— A jak nie uwięzi, to nic, to nic, to nic! Ja mu jutro oczy wydziobię! — wołał zziajany królik malutki.

Tymczasem Rosomak wracał z Cotem, i ten, cały przejęty, „wydawał” lekcję:

— Już niektórych znam, tych barwnych: zięba, rudzik, modraczka, bogatka! Mam w oczach! Teraz będę czytał ze zrozumieniem.

— Zaludnia ci się pustka tutejsza. — Tu Rosomak uszu nadstawił na jakieś fujarkowe gwizdanie i skręcił w tym kierunku.

Natknęli się na Żurawia, który, idąc zamyślony, zasłuchany, pogwizdywał na fletni z wierzby.

— Kosy ci będą odpowiadać, tak doskonale je naśladujesz.

— Jak się dobrze wsłuchasz, odnajdziesz rytm kujawiaka130 w kosiej arii.

— Dokąd idziesz z workiem na plecach?

— Ano, piątek! Chleb nam mieli dostarczyć do Tęczowego Mostu.

Rosomak pozbył się swego ładunku, ukrył pod płachtą puchacza.