Panna Jadwiga wzięła do rąk śliczne cacko z turkusem, zmierzyła na palec.

— Mogłabym go chyba włożyć na pierwszy — rzekła z uśmiechem.

— Fe! — oburzyła się pani Tekla. — Wiesz, że po tym poznaje się głupców. Chociaż robisz istotne głupstwo!

Jan wybuchnął śmiechem.

— Babuniu, niech zrobi choć jedno w życiu. Nie będzie mi tak rozumem imponować.

Ciemne, niezbadane oczy Jadzi podniosły się powoli na brata, na jasną skroń wybiegł nieznaczny rumieniec.

— Mogę ci zaręczyć, że zrobię głupstwo, i to olbrzymie — odparła z widocznym rozdrażnieniem. — Za prezent dziękuję.

Przychyliła się do niego wdzięcznym ruchem i pocałowała w czoło.

Wentzel zajadle targał wąsy. Delikatność nie pozwalała mu mieszać się do tej rodzinnej dysputy. Dałby jednak dużo za ten pocałunek. Miał przecie na czole pamiętną szramę z jej winy.

— Kto cię nauczył po polsku? — zainterpelowała pani Tekla wnuka. — Musiał to być nie lada osioł!