— Głupia jest twoja pani Sperkel czy jak tam! — zaperzyła się babka. — Jeżeli co umiesz, to zasługa twojej matki, że ci dała delikatne polskie gardło, dlatego niby coś pojąłeś z naszych twardych brzmień. Ale jeśli to ma być podobne do ludzkiego języka, to pianie koguta podobne do śpiewu słowika. No, kończcie kolację beze mnie, a ty, Jadziu, poprawiaj to szwabskie bredzenie.
Podreptała w głąb domu.
— Czy pozwalasz, Jadziu, palić? — spytał Jan.
— Proszę — odparła wstając.
— Ale ty nie zmykaj. Cały tydzień cię nie widziałem. Niech się przypatrzę i nacieszę.
— Istotnie, rozrzewniająca czułość! Tęsknota po mnie wygląda ci z twarzy. Jakżeś się bawił w Berlinie?
— Wcale nie.
— Chcę wierzyć — uśmiechnęła się ironicznie. — Przez cały tydzień zwiedzałeś galerie obrazów i Tiergarten196.
— Pan Jan szukał mnie trzy dzień — przyszedł Wentzel z pomocą koledze.
— Trzy dni — poprawiła, nie podnosząc dalej kwestii.