— Dam drożej.

— I oni już dają bajeczną cenę. Głębocki myśli, że chyba zwąchali gdzie naftę czy węgiel. Uwzięli się na niego. Majątek dobry, nad rzeką, można trzymać stadninę i bydła co niemiara, ale takiej masy pieniędzy niewart nigdy.

— Któż to go targuje? Nie przypomina pan sobie? — zagadnął żywo Niemiec, przestając się nagle ubierać.

— Pan... pan... Nawet z tytułem i von! Do diaska z tymi nazwiskami!

— Z tytułem? Aha! Może książę F.?

— To, to, to! A pan jakim cudem zgadł?

— Słyszałem coś o tym — uśmiechnął się dziwnie — no, i znam nabywcę, i pan go zna.

— Ja? — rzekł przeciągle Chrząstkowski.

— Przecie pan pamięta bohatera farsy Schöneicha...

— Bacchusa! — zaśmiał się.