— Nie, pięknego Herberta!... No, to on jest księciem F.

— A do tego co przystąpiło?

— Oczy pańskiej siostry w Ems. Postanowił ją zdobyć.

— Cha, cha, cha! Prawda! Snuł się za mymi paniami jakiś facet ku okropnemu oburzeniu pani Ostrowskiej. Mówiła, że raz go złajała po polsku, a potem dla lepszego zrozumienia po francusku. Cha, cha! To wyśmienite! Muszę powiedzieć to Jadzi i Głębockiemu. Pewnie z plenipotentem rywala więcej gadać nie zechce. To dopiero nafta i węgiel! Cha, cha! Eksplozja! Czy ci ludzie pofiksowali? A ta Jadzia? Co oni w niej widzą? Dla tej lodowej bryły płacić za Strugę w trójnasób! Ten książę pięknie by wyszedł! Produkcyjne ulokowanie kapitałów i serca! Nie ma co!

— Oziębłość jest najniebezpieczniejszą kokieterią — wtrącił Croy-Dülmen. — Pan nie zna Niemek. Po nich siostra pańska — to antypody... Może głowę zawrócić, do szaleństwa popchnąć.

Jan wytknął spod kołdry głowę, popatrzył bystro na mówiącego i znów ją schował.

— Nigdy tego nie pojmę. Ideałem kobiety jest dla mnie Cesia Żdżarska — zamruczał.

— Czy to przyjaciółka panny Jadwigi?

— A coś w tym rodzaju. Koleżanka z pensji... Także antypody. Choć sądzę, że do Niemek niepodobna. Poznasz ją, hrabio, na kuligu, bo przecie spędzimy razem ostatki karnawału.

— Naturalnie. Nie wyjadę inaczej jak właścicielem Strugi.