— Ale wam nie pozwalam i basta! Będziesz mi tu dowcipkował? Proszę tańczyć i wstydu mi nie robić! Niech hrabia raczy zapomnieć, że jest Niemcem i nie afiszuje się z hrabiną... przy tym nie zadymiajcie domu.
— Z kimże mi wolno się bawić? — pytał Wentzel. — Nikogo tu nie znam.
— Ach, biedny! Hrabinę odszukałeś prędko; tam ci się podoba, bo nie trzeba hamować języka i na wszystko sobie można pozwolić. Otóż mnie się to nie podoba i nie lubię słuchać komentarzy.
— Hrabinę znam niby. Bardzo miła osoba.
— Nie ciekawam229 jej cnót. Rekomenduję ci Cesię Żdżarską.
— Ta zajęta... — wtrącił Jan — tańczy ze mną.
— Józię Okęcką i Stasię Staniszewską.
— Dobrze, dobrze! — potakiwał, schylając się po coś na ziemię i chowając do bocznej kieszeni.
Jan skubał go za rękaw.
— Ja hrabiego przedstawię. Chodźmy już — nalegał.