— A naturalnie. Tylko pan.
— Chociaż określenie niezbyt pochlebne, dziękuję. Odsłużę się na weselu. Zdaje mi się, że tak mówią.
— Ależ pan zna nawet polskie przypowiastki. Musiał pan pilnie się uczyć.
— Musiałeś wykraść Sperlingowi żonę — śmiał się Jan — przecież to ona cię uczyła.
— Ona. Sperlingowie jeździli ze mną razem przez tych parę miesięcy. On mi pomagał w interesach, a pani Lili dawała mi lekcje. Mówiłem z nią zawsze po polsku.
— Pewnie zbałamuciłeś biedną?
— Czy ci się zdaje, że można każdą zbałamucić?
— Teraz, mój drogi, wierzę, że żadna ci się nie ostoi.
— Czas na wieczerzę, Cesiu — wtrąciła Jadzia.
— Czyś tak bardzo głodna? — żartował brat. — Sądząc po sobie, myślę, że zakochani nigdy nic nie jedzą. Nieprawdaż, Waciu, i ty nie masz apetytu?