Podczas tej rozmowy ręka Wacława spoczywała na poręczy ławeczki, za plecami panienki.

Po chwili ona się oparła o tę rękę, spojrzała na niego spod brwi i spuściła znowu oczy.

Chciał cofnąć ramię, ale nie miał siły.

— Czy pani niewygodnie? — spytał cicho.

— Niewygodnie — odmruknęła.

Czy to było twierdzenie, czy ironiczne zaprzeczenie, nie można było zrozumieć.

— Śpiewać pani nie będzie? — badał dalej.

— Nie będę.

— Co nie będzie? — zagadnął, nie dosłyszawszy, Jan.

— Słuchać twoich konceptów. Pójdę do domu.