— Że nam Głębocki bram nie otworzy.
— Fe! Nie wiedzieć co! A zresztą, kto go wie! Furiat! Może zawrócić?
— Ja się nigdy z drogi nie wracam, babciu.
W tej chwili dworek wymieniony wyrósł tuż przed nimi w parowie. Konie dopadły bramy i stanęły. Była szczelnie zamknięta. Na wołanie stangreta stróż ukazał się z budy i dość opieszale wyjrzał na przybyłych.
— Otwieraj, trutniu! — krzyknął hrabia.
— Oho! A jakże otworzę, kaj321 kluce u pana, a pon śpią! — odparł człek z mazurska.
— A to go obudź, twego pana!
— Oho! Jesce mię z pistoletu ustrzelą!
— Idź, Paweł, do niego i poproś o klucze — rozkazała pani Tekla stangretowi.
Poszli obydwaj ze stróżem. Wentzel to bladł, to czerwieniał. Gniew wzbierał w nim jak fala. Spojrzał na zegarek.