Oparła się znowu o płot i ukryła twarz w dłonie.
— Co pani? — spytał cicho.
Długo nie było odpowiedzi. Śliczny letni ranek roztaczał wokoło nich przepych barw, tonów i woni. Świat wołał ich do życia, do wesela, do kochania, a oni patrzyli w grób.
Nagle dziewczyna wyprostowała się żywo. Oczy miała pełne łez i bezbrzeżny smutek na twarzy. Spojrzała na niego rozpacznie329.
— Czy pan nic i nikogo nie żałuje na świecie? — zawołała. — Czy panu umierać nie żal? Nic pan nie traci? Och! To pan szczęśliwy!
— Czegóż mam żałować?! — odparł posępnie. — Dawne uciechy i stosunki minęły, a teraźniejsze... Czy mnie pani pożałuje?... — spytał nagle.
— Idź pan już! Nie dręcz tymi pytaniami! — wybuchnęła.
Zbliżył się do niej.
— Proszę mi dać rączkę — poprosił.
Podała mu obie.