— Jeśli żyw wrócę, one moje! — szepnął.
— Jeśli pan nie wróci, to będą niczyje! — odparła.
Zdjął z jej palca pierścionek i swój wsunął na to miejsce. Milczeli oboje. Za wiele uczuć szarpało im dusze.
Nie wiadomo, kiedy znalazła się w jego objęciu, ale nie broniła się wcale, tylko usta uchylała od jego ust, kryjąc twarzyczkę na piersi. Płakała cicho.
— Czy lubisz mnie, ukochana? — spytał z cicha.
Wzdrygnęła się przed tym wyznaniem, ale zadała sobie gwałt niesłychany i odparła niewyraźnie:
— Bodajem tylko lubiła330!
— Więc kochasz?
— I po co panu słowa... i teraz... — szepnęła.
Przycisnął ją do piersi i po chwili zaczął: