Był to widocznie temat niemiły.
— Więcej nieszczęść nie było? — uśmiechnął się Wentzel.
Aż podskoczyła na krześle.
— Jak to? A twój wyjazd w te dzikie strony?...
— Mój wyjazd spełnił cioci chęci i pragnienia: ustatkowałem się i żenię. Dogodziłem cioci.
— Nie pytałeś mnie o radę, jak twój ojciec, i jak on skończysz...
— To nie wiadomo, bo wcale nie myślę jak ojciec zaczynać. Żony nie zabiorę z kraju i od rodziny. Znam już tę straszną słowiańską tęsknotę, która zabiła mi matkę...
— Więc sam się dla niej wyrzeczesz334 ojczyzny, narodowości, mowy, obyczajów, wszystkiego!
— Jeśli ona zechce, naturalnie. Mnie łatwiej to przyjdzie wykonać: jestem silny i przez pół ich swojak.
— Zgubiony jesteś w takim razie! — zaczęła popłakiwać panna Dora, doprowadzona do desperacji jego stanowczością i gotową decyzją.