— Posądzają, żeś się ożenił, żeś się sturczył, żeś umarł nawet!

— Lidia lada dzień...

— Co lada dzień? — przerwał niespokojnie.

— Lada dzień wypowie ci służbę. Urlop jej się sprzykrzył! — krzyczał Herbert.

— Czemuś nie przyjechał na polowanie?

— Znalazłem dziś zaproszenie na biurku.

— Gdzież ciebie szatan nosił?

Wentzel zaspokoił głód i pragnienie — zabrał głos.

— Byłem, koledzy, w srogich opałach. O mało mnie nie ożeniono.

— A to gdzie?