— Ani grosza. Jeździłem od miasta do miasta, od domu do domu prywatnymi ekwipażami.
— W roli sąsiada?
— W roli stroiciela fortepianów. Czegóż się śmiejecie? Mein Wort85! Miałem kamerton i klucz.
— Cha, cha, cha! A toś im urządził instrumenty! Pyszny koncept! — śmiał się Herbert.
— Zostawiam ci go do dyspozycji w razie potrzeby.
— I twój Urban stroił fortepiany?
— Urban udawał, że ma niezawodny sposób wypędzania szczurów. Ladaco, jeszcze się obłowił. A ja przywiozłem trzysta franków cioci Dorze jako trofea mych trudów. Żebyście ją widzieli w tej chwili! Radziłem za ten kapitał nabyć chińskie dziecko!
— Gdzież się zjechałeś z admirałową?
— Po drodze, wypadkiem86. Mein Ehrenwort87!
— Chcemy wierzyć, chcemy! — kiwał głową Schöneich. — A wiesz, co się tymczasem stało z twym „Scherzem”?