Straszny dziadunio

I. Delfin

— Hieronim, słyszysz? Wstawaj! A to sen do pozazdroszczenia! Hieronim, Rucio, to ja — Żabba!

— To mi dopiero nowina! — odparł spod burki1 stłumiony, zaspany głos. — A czego tam chcesz? Pali się?

— Wstań, to zobaczysz.

— Ale kiedy ja nie chcę ani wstawać, ani patrzeć.

— Ano, to się utopisz.

— Coo?

Spod burki wyjrzała na świat rozczochrana, płowa2 czupryna, potem ręka, potem senna twarz młodego człowieka.

Ziewnął przeciągle, pięściami przetarł oczy i spojrzał.