— Czego tam chcecie? — spytał niechętnie.
— Żebyście otworzyli — odparł niecierpliwy głos sąsiadki.
Spełnił żądanie. Zajrzała do wnętrza.
— Stróża tu nie ma? Wszak tu mieszka?
— Tu mieszkam ja, pani. Czym mogę służyć?
— Niech mi pan wyrzuci tego pijaka za drzwi! — rzekła, cofając się do swego mieszkania.
— Jakiego pijaka?
— A tego oto, na kanapce. Wszedł tu nieproszony i ani myśli ustąpić. Obmierzłe próżniaki!
— Po cóż go pani wpuściła? — mruknął.
— Daj mi pan spokój z morałami!