Hieronim przystąpił do kanapki. Spał na niej bez ceremonii młody medyk, czerwony jak rak. Student wziął go na plecy. Innego sposobu nie było.
— O, jaka siła! A gdzie go pan niesie?
— W najwłaściwsze miejsce, do rynsztoku!
— Olszyc w rynsztoku! Tableau!155 Jak się dowie, że go tak sponiewierano, gotów pana zabić!
— To mnie najmniej obchodzi! — odburknął.
— Och, pan nie zna Olszyca!
— Mała szkoda! Niech pani drzwi zamyka, bo zimno.
W pokoju kłębił się dym z tytoniu i para ponczu156. Dziewczyna była zarumieniona, oczy jej błyszczały jak węgle. Patrzyła za nim.
— Byle go nie roztratowano! — rzekła.
— Bądźcie spokojni!