— Pani zostawiła książkę.

— Niech sobie leży!

— Dziękuję za piosenkę.

— Obejdzie się bez podziękowania. Śpiewałam dla siebie.

Pierwsza to była noc bezsenna chłopca.

Zmęczony, słaby, z gorączką wewnętrzną poszedł na kursy. Nie mógł ani uważać, ani się bronić przed żartami kolegów, on, taki dowcipny i sprytny; lekcje prywatne odbył wpółprzytomnie. Chciał wracać do domu i bał się, że nie wytrzyma i pójdzie do niej, jak inni. Dla otuchy zaprosił do siebie kolegę, już żonatego. Idąc, rozmawiali o maszynach parowych.

Nagle w połowie drogi jednokonka166 podbiegła pod sam chodnik i dźwięczny głos zawołał Hieronima.

Stanęli. Siedziała w sankach, zarumieniona od chłodu, uśmiechnięta na pół szyderczo.

— Hej, Piotr! — zainterpelowała starszego. — A ustąp no mi swego towarzysza na dzisiejszy wieczór!

— A czy wiesz, że ci zechce towarzyszyć?