— Nie twój kłopot. Wracaj do żony! Nam, wolnym, daj żyć! Twoje minęło.
— Ej, Afra! Doigrasz się ty biedy! Trafisz na swojego.
— Już może trafiłam! Daj mi go tu!
Hieronim cofnął się o krok.
— Siadaj pan! — zawołała niecierpliwie. — Pojedziemy na spacer!
— Daleko? — spytał. — Bo mam dużo zajęcia na wieczór.
— Chodź pan bliżej, to powiem tę tajemnicę, żeby tamten nie słyszał!
Zbliżył się. Pochyliła się do niego.
— Jedź! — szepnęła, dotykając ustami jego skroni.
Wskoczył do sanek bez wahania.