— Czy bardzo pilny? Może jutro go załatwię. Chce mi się spać, stary.
— Uhm, spać? — mruczał stróż, zamykając furtę. — Czeka na pana obiad!
Studentka pobiegła na górę. Chłopiec patrzył z utęsknieniem na schody, ale Bazyli zastąpił mu drogę.
— Nie głodnym!
— Czeka też list na pana z czarną pieczątką.
— A to niech sobie czeka! Jeśli kto umarł, to go nie wskrzeszę ani dziś, ani jutro. Puść mnie!
— Nie puszczę. Pan zje obiad, przeczyta list, będzie czas na sen. Nie trzeba było tak późno wracać!
— A bodajeś przepadł z twoim listem i obiadem! — wybuchnął student zniecierpliwiony.
— Niech tylko panicz przeczyta i zje!
Burcząc, wszedł chłopiec do komórki. Chciał się prędko pozbyć interesu, ale człek marudził, tupał, zastawiał ucztę, gawędził. Hieronim gryzł ze złości wąsiki.