— Nie pójdę do siebie! — mruknął stłumionym głosem.
— To niech pan u mnie zostanie! Z troską czy z weselem zawszem panu rad. Ot, posłanie gotowe. Połóż się pan, wypocznij! Smutek minie, panie. Będzie jeszcze dobrze, boś sprawiedliwy.
Hieronim nie słyszał pociechy; siadł na zydlu172 i przebył tak do rana bez wytchnienia.
Była to najcięższa noc, jaką spędził.
Nazajutrz, zamiast pójść do instytutu, poszedł na górę, zapukał do drzwi studentki.
— Chodź, niezamknięte! — odparła.
Wszedł, drżąc nerwowo.
Cofnęła się na jego widok jak stróż w nocy.
— Człowieku, do czegoś podobny! Z grobu cię odkopano! Gdzieś był noc całą?
Uśmiechnął się z wysileniem; przystąpił bliżej, wziął jej rękę i pocałował. Cofnęła się szybko.