Wymówił to z wściekłością w głosie i spojrzeniu.
Hieronim zzieleniał, skoczył jak ryś ranny.
— Jakim czołem śmiałeś mu stanąć przed oczy? Czyś oszalał? Chciałeś policzka?
— Chciałem pieniędzy! Muszę je mieć, rozumiesz? Inaczej chyba śmierć!
— Lepsza śmierć od wstydu! Dziad cię oplwał188 pewnie pogardą, sponiewierał i wyrzucił z dziedzińca! I tyś to zniósł!
— A cóż miałem robić? Chciałem mu folwark podpalić, ale się zląkłem. Tak zostało!
Hieronim przeszedł się po pokoju, tłumiąc straszny wybuch. Milcząc, podał krzesło bratu i sam usiadł.
W tej chwili szelest się zrobił za drzwiami, dialog stróża z kimś obcym i Bazyli otworzył podwoje, zajrzał i rzekł lakonicznie:
— Ryży jest.
— Niech wejdzie! — mruknął Hieronim.