— Bierz i jedź! Oddawać nie potrzebujesz!

Wojciech poruszył głową.

— Mało! — rzekł. — Muszę w Paryżu stanąć na właściwej stopie! Cóż to znaczy!

— Ileż chcesz?

— Tyle, ileś tam włożył — wskazał kasę.

Hieronim wzruszył ramionami.

— To przechodzi moje możliwości — odparł. — Nie rozumiesz, co mówisz, sądzę. Mam rocznie dwa tysiące czterysta rubli, jeżeli znajdę po skończeniu tutejszego mostu posadę, jeżeli nie będę bez chleba za miesiąc. Com zebrał, oddaję.

— Wszakże to tylko pożyczka! Daję ci słowo honoru, że oddam, złotem cię osypię, wróciwszy z zagranicy! Dam ci wszelkie zapewnienia!

— Nie pożyczam nigdy.

— Przed chwilą dawałeś weksel.