— Ja bez niego dałbym miliony! Dziękuję panu!
Żyd wziął kartkę, skłonił się i wycofał za drzwi. Hieronim rzucił paczkę do ogniotrwałej kasy, coś zapisał i usiadł.
— Tyś bogaty pan! — rzekł Wojciech.
— Biorę dwieście rubli miesięcznie.
— A te tysiące?
— Cudze. Na wypłaty.
— Tak, tak! Fortuna kołem się toczy! Dawniej ja tego śmiecia miałem furami! Asygnatami mogłem wyklejać pokoje! Sturublówkami zapalałem cygara! Konie nosiły turkusy na uzdeczkach, służba chodziła w sobolach. Kto by mi powiedział, że ja do ciebie przyjdę żebrać pomocy?
— Bardzo dobrze, jeśli potrafię ci jej udzielić. Czego ci trzeba? — spytał zimno Hieronim.
— Pieniędzy! Pożyczki tylko: zwrócę z podziękowaniem, jak wypłynę! Bo mam nadzieję, że to fatum mnie opuści! Trzeba tylko do Paryża się dostać, tę babę odzyskać koniecznie.
Hieronim wyjął pugilares190, wytrząsnął do dna.