— Nie, a pan?
— Dotąd nigdy. Dziś mi raz pierwszy coś podobnego się zdarza. Prawda, żem na czczo.
— Uhm, na czczo. Po bezsennej nocy.
— To już trzecia, doktorze. Doprawdy, sam nie wiem, co mi jest. Wcale mi nawet spać się nie chce. Odwykłem.
— Przed ciężką chorobą zawsze się cierpi na bezsenność — zamruczał doktor.
— Ejże, nie żyw czarnych nadziei, konsyliarzu197. Ze mnie pacjenta mieć nie będziesz! — zaśmiał się Hieronim. — Jestem zdrów, jak ot ta sztaba. A bezsenność przymusowa to żaden symptomat198 choroby. A tam co się dzieje?
Wykrzyknik stosował się do wrzawy, co się nagle podniosła u jednego ze słupów mostowych.
Hieronim przechylił się za parapet. Kilkunastu ludzi tłoczyło się, gestykulując, około otworu do żelaznej, bezdennej studni. Wśród nich błyszczał galonik inżynierski199.
— Co tam, panie Domański? — huknął Hieronim.
— Coś się stało murarzom w głębi. Nie dają znaku życia.