— Owszem, owszem — wołała pani naczelnikowa. — Serce bije, ręce ciepłe!

— Bo jeszcze nie zastygły! — mruknął student, biorąc na kolana głowę dziewczynki i odgarniając włosy z jej czoła.

— Szaniarski — zainterpelował34 jednego z gapiących się kolegów. — Masz pewnie w mantelzaku35 butelczynę?

— Mam parę kropel! — odparł zagadnięty.

— A co? Duszą i starką36 Szaniarski ratuje zawsze z najgorszych niebezpieczeństw! Daj no, bracie!

Student przyniósł rżniętą flaszkę37. Hieronim z trudnością otworzył zaciśnięte zęby dziecka i wlał w gardło trochę wódki.

— No, że niepiękna, to widoczne, ale że uparta, o tym ja coś wiem. Ledwiem ją oderwał38 od dachu i maluczko mnie nie pociągnęła na dno! No, nie szczerz zębów! Połknij jeszcze odrobinę!

Naczelnik tymczasem, spojrzawszy obojętnie na zdobycz pana Hieronima, odszedł znów nad wodę, wezwawszy Grocholskiego i Żabbę.

Wzięli narzędzia, zmierzyli wysokość wody — powódź już nie rosła. Zaczęli naukową gawędkę.

— Trzeba nam będzie poszukać schronienia za lasem w jakiejś bezpiecznej wsi.