— Proszę pana! — wrzeszczał pijany maszynista. — A moje premium208! Obiecywano pięćdziesiąt rubli!

— To je sobie zabierzesz, zuchu, jak się prześpisz — odparł Hieronim. — Nic mi się nie stanie, panie naczelniku. Panowie, raczcie obliczyć, ile osiądzie ten gmach pode mną. Dużo ważę teraz. Puszczaj parę!

Zagrały kotły i walce. Trzy żelazne potwory poruszyły się majestatycznie i buchając dymem weszły na most. Na środku Hieronim stanął, rozległ się przeraźliwy, donośny sygnał — na triumf: most stał. Pociąg przeszedł tam i z powrotem i znów zatrzymał się na środku — próba była skończona.

Powracającego Hieronima pryncypał chwycił w ramiona, omal nie udusił.

— Złoty z ciebie, nieoceniony człowiek! Co chcesz za taką pracę?

— Spać, panie naczelniku! — zaśmiał się szczerze chłopiec. — Zdejmij pan z mej głowy zarząd i władzę i uwolnij do domu!

— Takiś mi kolega! My się bawić chcemy! Ale idź, idź, śpiochu! Jak sobie nie dam rady bez ciebie, to przyślę!

Ach, spać! Od iluż to tygodni marzył o tym! Tak, mógł wreszcie wypocząć. Odetchnął z całych płuc w swej sypialni. Skończył, był wolny. Uf! Jak to brzmiało rozkosznie! Dał radę wszystkiemu, przebył ogniową próbę, wybrnął. Niech sobie teraz oszukują, kradną, intrygują — już nie zaszkodzą.

Dziwna rzecz jednak — to nagłe przejście z zamętu do zupełnej ciszy zamiast go uspokoić, rozdrażniało nieznośnie. Sen uleciał. Bolały go tylko nieznośnie wszystkie członki i głowa. Będzie pewno migrena.

Ubrany rzucił się na łóżko. Upał panował okropny, na domiar biedy Bazylego nie było. Oddalał się często ostatnimi czasy.