— Doprawdy? A czego tam?
— Naczelnik potrzebuje natychmiast!
Hieronim podniósł się, stękając. Nie czuł się ani silniejszy, ani zdrowszy. Tak jak przedtem bolała go głowa, członki, zbity był i odurzony. Rozejrzał się błędnie.
— Czy ja długo spałem?
— Trzy doby. Doktor aż się zląkł.
— Osioł. Spałbym drugie tyle. Gdzie naczelnik?
— W swoim mieszkaniu, w biurze. Dziś będzie wielki bal; jutro przyjeżdża cała komisja.
— Czego tam chcą ode mnie? Braknie tancerzy albo jaka inna bieda? Daliby mi spokój. Niech się bawią i przyjmują choćby sułtana samego. Odstąpię im zaszczytu i przyjemności. Brr! Jak tu zimno!
— Dwadzieścia trzy stopnie. Upał jak w piekle. Pan może chory?
— Czy ty doktor? Wracaj i powiedz, że zaraz idę. Marsz!