Marzona213 złota dola! Ha, ha! Domki karciane. Wieść już poszła, chwycona przez zazdrosnych kolegów. Jutro mu nie żyć lepiej! Nie żyć! Myśl stanęła przed tą furtką wyzwolenia. Nie żyć!... Albo to co złego? Żyć teraz nie sposób! Dosyć tej próżnej walki, dosyć!
Człowiek torturowany na kole pragnie pożądliwie jednego, jeszcze ostatniego obrotu korby — to koniec!
A żyć po co, dla kogo? Sam jest.
Żal go chwycił, sierocy żal i w gardle stanęły gorzkie łzy; poza życiem, tam, z lepszej strony, była matka, Żabba, wszyscy — tu była pustka i srom214 dozgonny.
Wstał. Nogi mu się chwiały; zataczając się, doszedł do biurka. Było mu strasznie słabo, głowę rozrywał ból, ręce się trzęsły.
Dobył kluczyka, ledwie zdołał otworzyć szufladkę; zebrał w pakiet różne listy i pamiątki, wziął rewolwer, spróbował cyngla.
Suchy trzask sprężyny wrócił mu nieco przytomność; położył go przed sobą i zamyślił się. Była to sroga męka i ciężka pokusa.
Czysty szedł na śmierć, a potępiał się tym faktem ostatecznie.
Ludzie powiedzą, że był pyszny i nie zniósł winy, więc się zabił ze wstydu.
Żeby choć kto jeden poznał prawdę, choć jeden go zrozumiał, oszczędził.