Znajome damy zbliżyły się także, witając go z uśmiechem, ale on patrzył dziko, nie rozumiejąc dobrze, nie odpowiadając prawie.
Obejrzał się na dziada.
— Chodźmy stąd! — szepnął.
Wtem u drzwi hałas się podniósł, bieganina, wołania i do salonu wpadł dozorca — w poszarpanej bluzie, bez czapki, czerwony jak upiór.
— Czego chcesz? Co się stało? — zawołał naczelnik.
— Palą się baraki Eljasmana, magazyny, piwnica, wszystko!
Damy zaczęły krzyczeć i mdleć. Inżynierowie rzucili się do drzwi i okien. Istotnie, przez szyby biła łuna pożaru.
— Sikawki! Pobudzić robotników! Ratować! My zaraz idziemy! — zakomenderował naczelnik.
— Robotników nie trzeba budzić! Oni sami podpalili! Żyda upiekli podobno! Bunt — bełkotał dziesiętnik. — Niech pan wyjdzie! — zwrócił się do Hieronima.
— Czegóż chcą?