Zdziwiła go jednak pewnego ranka zmiana zaszła w lewym skrzydle. Otwarto okna, podniesiono firanki, służba sprzątała tam jak na królewski przyjazd; drzwi jednak od swego pokoju znalazł szczelnie zamknięte.
— Co tam się dzieje, Bazyli? — spytał wiernego sługi.
— Trzepią meble, paniczu, od moli.
Była to bardzo prozaiczna informacja.
Hieronim udał się do dziada.
— Może mi wolno tam pójść teraz? — prosił.
— Jak chcesz, mój drogi. Po cudzych mieszkaniach nie wypada.
— Któż tam mieszka?
— Moja pupilka, sierota. Wziąłem ją na wychowanie.
— Gdzież ona teraz?