— Słucham! — zawołała, wybiegając na spotkanie.
— Czy nie wiesz, gdzie się schował Hieronim? — pytał dziad.
— Jest tutaj. Pokazywałam mu pracownię.
— To jednak dziwne, żeby się przy artystycznych odwiedzinach tak zgrzać okropnie. Czerwonaś jak upiór! Myślałem, że co najmniej tańczyliście trzy godziny mazura.
Hieronim parsknął śmiechem.
— Mogę zaręczyć, żeśmy nie pokazywali żadnych sztuk choreograficznych! — zawołał zza pleców Broni.
— Coście robili zatem?
— Kochaliśmy się, dziadku! — zaśmiał się chłopiec, cały promieniejąc szczęściem.
— W to wierzę. To wam z oczu patrzy. Bronia od wczoraj nauczyła się kłamać. To smutny nabytek! No, nie licz kwadratów posadzki, dziewczyno! Nie marnuj chwil szczęścia! Ono się wam obojgu całe, wielkie należy. Nie rozrzuciliście go po świecie, jesteście warci dobrej doli.
Oboje pochylili się do jego rąk. Objął dwie młode głowy i przycisnął je do piersi.