Skinęła główką, biegnąc obok niego, i nie odstąpiła już ani na krok przez cały wieczór.
Przy ludziach nie mówiła nic, wodząc tylko po wszystkich oczyma, a po wieczerzy, gdy Hieronim zabrał się od niechcenia do piśmiennej roboty, usiadła cichutko, pragnąc tylko, by ją tak zostawiono w spokoju.
Grocholski przerwał naukowe skupienie. Koncert mu leżał na sercu; za nim przyciągnęła reszta towarzystwa, klął na czym świat stoi takie wakacje, dziki kraj, powódź i nudy.
— Czemuście nie wzięli z Petersburga małpy i pozytywki? — wołał Hieronim, podnosząc głowę od stronicy obliczeń.
— Czemuś z tą radą na miejscu nie wystąpił?
— Nie miałem czasu o tym pomyśleć. Dziadunio mnie ambarasował47 razem z kochanym Wojcieszkiem!
— Albertem — poprawił Żabba.
— Palniesz bąka w milczeniu, gdy będziesz mnie musztrował! Gdzie tytoń?
— Na szafie.
— Cóż było z dziaduniem i Wojcieszkiem? — pytał Grocholski, zapominając o muzycznym popisie.