— Grocholski był z tobą, a jednak pierwszy się stawił na alarm.
— Grocholski musi myśleć o pani naczelnikowej. Zakochani mają zawsze lekki sen, jak panienki. Nieprawdaż?
— Musi być — odparł Litwin.
Tu pan Hieronim zakrzątnął się, brodząc po wodzie i monologując pod nosem:
— Już wiem! To pewnie dziadunio nasłał na mnie to nieszczęście za to, żem nie chciał pójść na medycynę. Bogowie piekieł, czy jest w waszej spiżarni mąk gorsza od doli studenta na praktyce? Jako Hiob7 wyjdę z tej okazji, jeśli życie zachowam. Tłumok w wodzie, odzienie wniwecz8; moje rachunki, plany pożarła ta ciecz nikczemna. Dobrze, że choć skrzypce w całości. A masz czółno, Żabba?
— Nie ma — odpowiedział spokojnie.
— Jak to, nie ma? Piechotą pójdziemy po wodzie?
— A juści9. Albo to dla ciebie co nowego? Ty Delfin.
— Otóż to! Dlategom nierad10 mej reputacji marnować w tej odzieży. Hm, a gdzież to smyczek? Leżał na oknie czy pod oknem! Przepadł! Doprawdy, czuję i w tym palec dziadunia. On ma konszachty ze złymi mocami i używa ich na moją zatratę11. Oj, oj! Nie ma smyczka, nie ma!
— Porzuć gadanie i chodźmy — wtrącił Żabba.