— Och, żeby ciocia wiedziała, jak to ciężko!
Litwin westchnął, przesunął ręką po czole, na którym mozolna praca wyorała się kilku głębokimi bruzdami. Wspomnienie odbierało mu apetyt.
— Nie myśl o tym, Józiu, nie myśl! Jeszcze rok — pocieszała go. — Posil się! Odpoczniesz przez wakacje. Nabierzesz sił.
— Zabierają nas znów na praktykę. Nie wiem, co myśli Rucio.
— Panie — zaszczebiotała Bronka, skubiąc go za rękaw — czy on zaraz przyjdzie?
— Zaraz, dziecko! Przyniesie ci książeczkę, mówił.
— Jej nie książka w głowie! — wmieszała się „pani Dulska”. — Głodna, a tak ją rozpieścił, że bez niego do stołu nie siądzie.
Dziecko zniosło w milczeniu naganę. Siadło na brzeżku krzesła, wzięło kawałek chleba i zaczęło zeń ugniatać gałeczkę. Po chwili podniosła ciemną główkę, spod obciętej grzywki wzrok jej strzelił ku drzwiom — skoczyła je otwierać.
Na schodach czysty głos śpiewał wesoło:
Hej, wakacje to rzecz miła!