Porwał dziecko na ręce, podniósł w górę, pocałował w śmiejące się oczy i powitał potem resztę towarzystwa okrzykiem:
— Niech żyją pompy! Zwyciężyłem!
— Co? Wziąłeś nagrodę? — krzyknął radośnie Żabba.
— Napompowałem pięćset rubli. Nie będę spać ze strachu przed zbójami. Czy nie ma pani rewolweru?
— Ja, rewolweru? Jezus Maria!
Kuzynka Żabby cofnęła się przerażona samym dźwiękiem tej nazwy.
— Nie ma pani? To dziwne! Może pani zapomniała? Pewnie leży w toalecie!
— Co pan wygaduje? Proszę lepiej jeść. Obiad ostygł, a dziecko czeka dotychczas.
— Już sobie i pożeram. Chodź, Broniu! Co tak męczysz ten chleb?
Odebrał jej z rąk gałeczkę. Była to dość podobna do oryginału głowa pudła.