— Co to takiego? — zaśmiał się.
— To Medor! — odparła pokazując mu białe ząbki.
— Bardzo piękne, ale o tym potem. Przeżegnaj się i jedz! Zbladłaś, biedactwo!
I on sam był blady i zmęczony. Egzaminy i konkurs wycieńczyły go jak piwniczną roślinę.
— Co robisz z sobą, Ruciu? — zagadnął Żabba.
— Ach, dużo rzeczy! Tydzień śpię, tydzień jem — to dwa, tydzień przygotowuję Bronię do gimnazjum — to trzy.
— Nie jedziemy na praktykę?
— A po co? Mam moc pieniędzy dla nas trojga.
— Grocholski bardzo namawia.
— Dość się dla niego napracowałem. Co zanadto, to niezdrowo! Broniu, jakże tam z kaligrafią?