— Napisałam.
— A z rachunkami?
— Umiem.
— No, zobaczymy! Siedem razy osiem?
— Pięćdziesiąt sześć!
— Doprawdy? A może czterdzieści dziewięć?
— Nie, to ty nie umiesz, kiedy tak!
— Dziękuję za naukę. Masz książeczkę, com ci obiecał. Po wakacjach pójdziesz do szkół. A wiesz — dlaczego?
— Wiem. Żeby być panią i cudzego chleba nie jeść!
Mówiła z przejęciem, topiąc weń swe piwne, myślące oczy. Rozumiała treść słów.