— Zuch z ciebie! A gałeczki możesz lepić, jeśli ci to robi przyjemność. Daj łapę, Medor!
— Ależ Ruciu! — upominał Żabba.
Dzwonek w sieni przerwał początek gderania.
Hieronim skoczył otworzyć. Przed nim stał smukły młody człowiek. Podobni byli do siebie z rysów, tylko wyraz twarzy przybyłego był twardszy, zużyty, wytarty swawolą, wyglądał starzej o lat dziesiątek.
— Jak się masz, Wojtaszku! — powitał student.
— Tysiąc razy mówiłem ci, żem Albert! Uwziąłeś się prześladować mnie tym śmiesznym imieniem!
— A fe, tak się odzywać o biskupie męczenniku83!
— Ja sam męczennik!
— Aj! Cóż tam? Dostałeś reumatyzmu na wyścigach? Mdli cię po wczorajszej kolacji?
— Ty zawsze błaznujesz! Czy dajesz mi audiencję na schodach?