— Żółwia skorupa! — zaśmiał się właściciel izdebki.
— Chodźmy na miasto!
— Dziękuję! Mam jeszcze wyżej głowy zajęcia.
— Wszakżeś chlubnie zdał egzaminy. Wolnyś!
— Prawie!
— Kiedy pojedziesz?
— Jak trochę wypocznę.
Uścisnęli sobie dłonie. Wojciech wyszedł.
— Słuchaj no! — zawołał za nim Hieronim. — Jak mi psy dziadunia poszarpią odzienie, to sprawisz nowy garnitur!
— Wszystko, co zechcesz! Bywaj zdrów!